Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
6

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar

archiwum

    2009
    Maj

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 26900 osób

Powered by blog 4u

Krótka historia pop-grupy Myslovitz



6

Wieczorem przed mym domem Wystawię ekran i wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie Będę leczył chore sąsiadów sny
Myslovitz, pop-grupa
Filmy , nie pamiętam żadnego . Obejrzałem ich tysiące , prawie wszystkie. I wszystkie niby – ważne. Nie pamiętam żadnego. Film to zaplanowane oszustwo, wymyślone przez francuskich masonów i libertynów dwieście lat temu i udoskonalone przez żydów z Ameryki. Daje się grupce zdemoralizowanych mężczyzn i młodych kobiet mnóstwo czasu i mnóstwo pieniędzy. Żeby odgrywali. Nie żadne tam filmy o czymś , tylko jeden i ten sam film o sobie ; ze można żyć inaczej , piękniej na pozór , szczęśliwie. Żeby zabić prawdziwą wiarę wskrzeszono grecki mit o parnasie , krainie wiecznej młodości , gdzie czas upływa na ucztach i seksie. Aktorzy , reżyserzy to nie artyści , to nie twórcy, tylko banda sutenerów i prostytutek. Tworzą toksyczną bajkę , wpędzająca miliony ludzi w stan wiecznej udręki , ze nie są tak młodzi , tak piękni , tak bogaci , tak odważni.
Może jeden trochę pamiętam , z Jamajki. Ciąg beztroskich kolorowych teledysków do jednego i tego samego przeboju regale z lat 70-tych XX wieku. Cos o tym , żeby się nie załamywać i iść do przodu. Z biedy do sławy i bogactwa, a potem w dół i śmierć. Wszystko beztroskie i kolorowe .
Bergman ze Szwecji . Dusza w języku Timoka nazywa się hadek. I tyle. Cudowna „ Miłość Elwiry Madigan „ – idealnie czyste, proste, okrutne dzieło. Po takim filmie można umrzeć. Może stanąć serce. Po obejrzeniu ”Stroszka” z Nadrenii powiesił się lider i wokalista pop-grypy Joy Division. Popol Vuh . Bawaria. Serce z kryształu. ”Hertz aus Glas ”. Zapowiedź hekatomby , która wcześniej nastąpiła. Boska Franka Potente w ”Biegnij Lola, biegnij”. Gdy w nocy zrywa się z łóżka to jest to moja Lui. Diane Kruger. Takie mogły być małe dziewczynki , którym rosjanie roztrzaskiwali główki o mury i które anglicy palili fosforem.
Z Polski dziwny film z 1979 roku o Edwardzie Dembowskim. Reszta to śmieć i gówno.
Francja.”Hirosima – moja miłość”. Kosmicznie piękne kadry „”Kobiety i Mężczyzny”. Warto żyć , żeby obejrzeć taki film. Louis Malle nakręcił film bez akcji, o lekarzu który za kilka dni popełni samobójstwo. W Ameryce Malle ożenił się z Candice Bergen, która zagrała w ”Błękitnym żołnierzu”. I z Ameryki tylko film z końca lat sześćdziesiątych. Główny bohater to jeden z trzech braci aktorów. Gra kierowcę rajdowego. Poznaje Skandynawkę. Nic się nie dzieje . W ostatniej scenie jedzie srebrnym Porsche po śmierć. „ I znikający punkt ‘- szalona ucieczka niewiadomo przez czym i po co , po śmierć.
Francuski film , gdzie główny bohater jedzie na inna planetę starym Fordem po obwodnicy Paryża. ” Kraksa”, absolutne arcydzieło. Architekt w średnim wieku, raczej zamożny. Cos ma jeszcze w życiu zrobić. Ma żonę i kochankę . Jedzie białym Citroenem, wypada z szosy. Przez pół filmu jego auto wypada z szosy , koziołkuje , traci części ciała. Ostatnia scena : kochanka patrzy na żonę wychodzącą z szpitala, już po jego śmierci.
Turecka ”Bedrana” . ”Szantaż Alfreda Hitchocka z czeską Aną Ondry aktorką , nakręcony w 32 roku jeszcze w Anglii. Ostatni film Akira Kurosawy , za pieniądze Żyda z Ameryki, Spielberga , bajecznie kolorowy i smutny tak jak moje życie.
„”Kim jest Twój ojciec – mój ojciec jest rolnikiem , mój ojciec jest robotnikiem , mój ojciec jest stolarzem ” .Berta Helene Amalie Riefenstahl . I jej Triumf Woli. Mój ojciec jest Bogiem.
” Szarża lekkiej Brygady ” – Tony Richardsona. I ” IF ”. ”Nakarmić Kruki” Carlosa Saury. Idealnie spójny film o niczym : ” Piknik pod wisząca skałą ” Petera Weira. Z Grecji „Ifigenia” i ”Nieroby z Żyznej doliny ”.
Boski i szatański , genialny Per Paolo Pasolini. Wszystkie filmy Felliniego. O niczym. A jaka rozkosz smakowania każdej sekundy , każdego kadru, każdego słowa o niczym. Węgierski film o powstańcach uwięzionych w drewnianym forcie pośrodku bezkresnej puszty , trawiastej pustyni. ”Mahabharata” Petera Brooka w dwunastogodzinnej wersji.
39
Włóż kapelusz z wiatru Napisz na suficie Że my przeczekamy
Ten smutek , jak życie
( Stare Dobre małżeństwo, pop-grupa )
Siedzimy w mieszkaniu na Bernarda Wały. Cisza. Wieczorem monologi żalów , pretensji , kto komu zmarnował życie. Rzadko , najczęściej około południa chwila odprężenia. Kładziemy się na dywanie , w słońcu , tulimy się do siebie. Głaszczę Lui po włosach : - ” Lui , kochanie , rzućmy to wszystko , , pojedziemy na drogę na Piotrków , albo na Tychy , rozbujamy auto na maksa , trzepniemy w jakiegoś tira”.
Po pierwszej – drugiej w nocy , jak przejdzie fala kłótni kochamy się , dwa , trzy razy. Już nad ranem idziemy nad rzekę. Schodzimy ostrożnie po skarpie , wchodzimy w głęboka , porośniętą drzewami dolinkę Przemszy. Szemrze woda, szumią liście. Nie wiem który to rok , może 1910 , może 2208 . Jesteśmy w innym świecie , w innym wymiarze. Czas się zaczyna tam wyżej , za skarpą. Bardzo się boję , że wyjdę z dolinki , że zobaczę świat z 1910 roku , że zacznę krzyczeć – ” Uciekajcie , czeka was zagłada ” , że nikt mnie nie zrozumie , że nikt mi nie uwierzy , ze zamkną mnie w szpitalu dla wariatów , że poznam piekło Kasandry.
Szukamy z Lui suchszego kawałka trawy , kochamy się. Pijemy wódkę z gwinta. Wracamy na skarpę . Wszystko dobrze , nawet Toyota stoi na parkingu. Wchodzimy do środka na tylne siedzenia , kochamy się , bujamy cały autem , przecieram zaparowane szyby.
Czasami nie idziemy nad rzekę. Mamy przenośmy turystyczny grill. Wystawiamy go na balkon , podkładamy parę kawałków węgla drzewnego. W środku nocy , gdy całe osiedle śpi , my smażymy karkówkę , białe kiełbaski , czasami krupnioka ( ” krupnioki , żymloki i bułczaka ”). Popijamy drinkami z czerwonego sycylijskiego grejpfruta pół na pół z Absolutem . Przez pół dnia mrożę sok w kartonie w zamrażarce. Gdy jest cały skostniały , rozcinam karton i łupię go na trochę mniejsze kawałki. Bryły kamiennego soku zalewam Absolutem w ogromnych półlitrowych kubkach z napisem „ I ( czerwone malowane serduszko ) You . Na początku picia jest to czysta , lodowata , wódka , a pod koniec czysta słodycz z soku , prawie bez alkoholu. Kochamy się pod kocem na balkonie , opatuleni smacznym grillowym dymem. Wiem , ze tu i teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Że moje udręki śpią , że przyjdą dopiero świtem od wschodu wraz ze słońcem.
Którejś nocy Lui wykrzyczała – ” Spierdalaj , spierdalaj natychmiast , nie chcę cię znać ” . Umęczony , śpiący odpaliłem auto i odjechałem. Autostrad była czarna , pusta . Z trudem broniłem się przed snem. Pusta droga. Jeden czy dwa samochody na obwodnicy Krakowa. Zjazd na zwykłą , wąska szosę na wysokości Wieliczki. Telefon. Lui. – ” Marek , wróć , jestem taka samotna , jest mi smutno , boję się , tu jest pełno demonów ”. Zjechałem na ubitą ziemię przed drewniana buda , w której pili kawę i jedli grochówkę kierowcy rozklekotanych ciężarówek i rdzewiejących białych busów. Położyłem głowę na kierownicy . Wróciłem do Mysłowic , na Brzęczkowice , na ulicę Bernarda Wały , do Lui.
Uciekłem od Lui w sobotni ranek , po ósmej rano. Jej telefon dogonił mnie w Krakowie , na wylocie na Zakopane , na wysokości Stacji BP. Zjechałem w prawo , na parking przed Carrefourem .
- Czego od mnie chcesz ? Wszystko padło , twoje książki , i twoja praca , i twoja kariera. Teraz niszczysz mnie , już mnie zniszczyłaś. Jesteś patologicznym nierobem , nie mam już czasu ani pieniędzy na związek z tobą. Napisz na mnie i na policje i do zony. Nic mi już nie może zaszkodzić. Jestem wolny , na samym , dnie , niczego się nie boję.
- To ty jesteś niczym. Jeszcze świat o mnie usłyszy. Poznam poważnego faceta , który się mną zaopiekuje. Będę miała pieniądze. Kupie małe mieszkanko , będę pisała książki , będę miała psa.
- Miałaś psa , to siedział zamknięty w pokoju i nie miałaś czasu go wyprowadzić żeby się wysikał. A na koniec podrzuciłaś jakimś emerytom. Jesteś chora na umyśle. Nic z ciebie nie będzie , spierdalaj.
- To ty spierdalaj.
Wysiadłem , odeszłam kilkanaście kroków od auta. Kraków , centrum handlowe , wielki parking . Mam dobre buty , markowe spodnie , bluzę. W kieszeni kurtki kluczyki do dobrego samochodu. Klasa średnia-średnia , jak sklasyfikowaliby mnie Amerykanie. Tylko ja wiem , że to oszustwo , że jestem marnym aktorem w kostiumie. Będę musiał oddać rekwizyty, zrzucić cudze łachy. Co to jest teatr. Peterze Brooku, podpowiedz. Obejrzałem 12 godzin twojej Mahabharaty i dalej nie wiem , co to jest teatr. Teatr to cudzysłów. Człowiek w cudzych ubraniach mówi cudze słowa. A jak w swoim ubraniu mówi swoje słowa , to kim jest ? - jest poetą. A czym poezja różni się od życia. Poezja to brandy , czasami francuskie brandy. Destylat. Słońce w szklaneczce wzmocnione ciepłem dłoni. Bóg umarł i Nietsche umarł i ja niedługo umrę. Niech moje słowa to brandy , ale nie z wina , tylko z jadu żmii. Czterdzieści cztery kadzie jadu żmii skondensowane w małej szklaneczce. Jestem z roku Węza , i Lui jest z roku Węża, i moja żona jest z roku Węża. „ Union Of The Snake „ jak śpiewali piękni chłopcy z Duran Duran . Kości , mięsnie , krew, mózg. Może to ciało , którym gardzę to jestem prawdziwy ” Ja ” . Może jestem tylko chorobą mózgu , który rozbujał się , wyrósł i pracuje więcej , niż to jest potrzebne do zapewnienia dalszego trwania ciała. Jestem wyciem silnika na jałowym biegu . Może. Może , na pewno to kolejna szatańska pokusa , żeby mnie przeciągnąć na stronę Ciemności. Wytrwam , tyle już przetrzymałem . Umrę w walce z ciemnością. To mój sens , cel , droga, przeznaczenie.
40
Amfetaminowa siostra i ja Biały śnieg, biała mgła
Obłęd spędzonych dni To pomaga żyć
Myslovitz , pop-grupa
Adrian był studentem i zaczynał pisywać drobne artykuły do działu sportowego katowickiego wydania ” Gazety Wyborczej ” . Lui poznała go , gdy była z koleżanka na jakichś zawodach. Lui myślała tez o karierze dziennikarskiej , próbowała raz , czy dwa ; do dziś w internecie błąkają się jej wywiady ze śląskimi początkującymi rockmanami. Dzwoniła do Adriana zapytać się o coś z dziennikarskiego fachu.
Atmosfera w naszym mieszkaniu na Brzęczkowicach stawała się koszmarna. Miałem chwile oddechu , gdy Lui wychodziła na miasto. Błąkałem się po mieszkaniu , wychodziłem na balkon , patrzyłem na kominy elektrociepłowni w Jaworznie. Na zadrzewioną dolinkę Przemszy. Oglądałem telewizję.
Wracała Lui , było jeszcze dobrze. Opowiadała co na mięście. Potem już tylko lawina pretensji , niedorzecznych podejrzeń. Na nic tłumaczenia , że nie mam kochanek bo nie wychodzę z mieszkania . ” Nie wiem , może wychodziłeś ” , ” Nie , wiem może ktoś u ciebie był ” , ” Nie wiem , czy nie dzwoniłeś , mogłeś skasować pamięć telefonu ”.
Wieczorem , przed 22 Lui rzuciła we mnie butelką po szampanie ; przeleciała mi obok głowy i rozbiła szybę w oknie. ” Nie podchodź do mnie , nie podchodź”. ” Musze stąd odjechać , zamów mi taksówkę ” . ” Jadę do Adriana”.
Jedź , świrusie , dręcz tego Adriana . Pojechała , wróciła taksówka przed 6 rano. Może bała się , że jak przyjedzie później to mnie już nie będzie . Cicha , pokorna, łagodna. ” Do niczego nie doszło , rozmawialiśmy tylko”.
Kilka miesięcy później Lui , w przypływie dobrego humoru , powiedziała mi , ze spała z Adrianem , że zaraz po jej przyjeździe poszli do łóżka, że kochali się przez całą noc.

41
Nie wierz nigdy, kiedy mówię, że nie chcę
Nie wierz nigdy do końca i nie patrz mi na ręce
Myslovitz , pop-grupa
Lui musiała wyrobić sobie pozycje w poetyckim świecie. Jednym z podstawowych obowiązków poety jest uczęszczanie na spotkania poetyckie innych poetów. Poeta Matusz z Sosnowca żył w okropnej biedzie , w rozwalającym się drewnianym domku na krańcu miasta , niedaleko łącznika do trasy S1. Załatwił sobie spotkanie w jednym z oddziałów Miejskiego domu Kultury , tym na Kaczej , prawie na zapleczu Rynku w Mysłowicach , niedaleko Przemszy i mostu na Sosnowiec i Jaworzno. Poeta za takie spotkanie dostaje 500 złotych brutto , czyli na rękę 400. Minus bilety na autobus dawało to 386 złotych polskich. Taka kwota ( 1/6 średniego wynagrodzenia w tym kraju ) ratowała poetę przed śmiercią głodowa i linczem rozwścieczonych wierzycieli.
Na spotkaniu Lui siedziała w pierwszym rzędzie , ja w ostatnim , a miedzy nami dwie albo trzy uczennice , czekające na kurs tańca. Lui zadawała mądre pytania , jakby wcale Sławka Matusza nie znała i faktycznie uważała go za wybitnego poetę.
Po spotkaniu ( zapadał już zmrok ) Lui i ja zabraliśmy Sławka na kolacje do restauracji Hotelu Gościniec po drugiej stronie ulicy Krakowskiej. W bliższym i elegantszym Divertimento był biznesowy zamknięty bankiet .
Matusz przechwalał się swoim francuskim tłumaczem . Był zdumiony , kiedy Lui tłumaczyła ojcu przez przenośny telefon , ze jest u koleżanki i uczy się do egzaminu . Rozmowa zeszła na Josifa Brodskiego , Żyda z rosji , który uciekł do Nowego Jorku , żeby żyć w dobrobycie. Brodski był dziesięć lat temu w Katowicach i Matusz mógł go osobiście poznać. Podobno całkiem sympatyczny , dobry człowiek .
Matusz rozczulił się . – ” Wypędzili mnie z miasta , mojego miasta ” . – ” Jestem Wypędzonym ”. Matusz , jak prawie każdy żonaty poeta tłukł swoją żonę , i Sąd zakazał mu się zbliżania do niej i do dziecka bliżej niż na 600 metrów.
Polski pisarz opisał , jak zwolnieni z rosyjskiej niewoli polscy powstańcy pili wódkę i bili swoje zony , wcześniej zgwałcone przez rosjan. Poeta pije wódkę i bije swoja kobietę bo przegrał przez to , że nie wystąpił do walki. Chłoszcze prawdziwych i urojonych wrogów całkiem bezkarnie , bo poezji nikt nie czyta.
Poezja to wyjście w nocy na szczyt wzgórza i monolog do księżyca.

42
Nie ma zbłąkanych dzieci. Są dzieci Boga i dzieci Szatana. Chodzą w podobnych ciuchach , wysiadują w tych samych knajpach , kupują samochody na raty. Nie ma grzechu. Dzieci Boga czczą swojego Ojca praca , modlitwą , umiarkowaniem. Dzieci Szatana czczą swojego Ojca mordem , gwałtem , rabunkiem , wyuzdaniem i chciwością. Nie przerobisz myszy na słonia. Odseparuj się od dzieci Bestii , albo je zabij.
43
Lui nie miała talentu do gotowania. W domu rodzinnym gotowała mama , a potem mamie pomagała siostra. Rodzina uznała że Lui ma dryg do nauki , zwolniono ją więc ze wszelkich domowych obowiązków. W wieku dwudziestu lat Lui potrafiła zrobić kanapkę dwuskładnikową ( ser wędzony i chuda szynka ) , pod tym wszakże warunkiem że chleb był fabrycznie pokrojony. Na Bernarda Wały Lui postanowiła zrobić mi domową sałatkę śledziową. Kupiłem jej wszystkie składniki i zamknąłem się w pokoju , czekając na efekt. Po dwóch godzinach przy ogromnych egzaltacjach Lui wniosła talerz z brudną breją. Od razu , w duchu pocieszyłem się że smak przecież może być wyborny. Już pierwszy kęs wykrzywił mi usta.
– No wiesz , Lui , całkiem sympatyczna .
- Jak się cieszę , że ci smakuje , mój Misiaczku.
Lui wsypała do dwulitrowej misy ponad pół kilo soli. Próbowałem ratować sałatkę , wrzucając do niej dwa duże słoiki majonezu , ale nic nie pomogło. Gdy Lui była na mieście , wrzuciłem wszystko do W.C.
Lui ogromnie prowokowali mężczyźni kapiący się w wannie. Prawie nigdy nie mogłem wykapać się spokojnie , bo Lui zawsze miała jakieś wypadki i inne sprawy ogromnie ważne i ogromnie groźne. Gdy już naprawdę nic nie była w stanie wymyślić , to chlustała mi w oczy szampanem z dużej szklanki , albo próbowała robić zdjęcia jednorazowym aparacikiem.
W mieszkanku na Stalmacha Lui była bardzo cicha , zgaszona , jakby uszło z niej prawie całe życie. Była bardzo blada , ubierała się na biało. Układała na półkach swoje książki , małe buteleczki po szampanie , które przywoziliśmy z wypraw do Francji i Włoch ; . stada słoników z porcelany , drewna , mosiądzu , fotografie w ramkach. Raz zrobiła , dokładnie według przepisu , jarzynową sałatkę z majonezem . Ja ją sam , delikatnie doprawiłem solą i pieprzem . Z kuchni wyciągnął mnie telefon. Wróciłem może po dwudziestu minutach. Lui podwinęła rękawy białej bluzki i z ogromna pasją , która wykrzywiała jej twarz , próbowała sałatkę z dwulitrowego garnka upchać , udusić , wcisnąć, w dwie maleńkie , miseczki. Sałatka uciekała jej , spływała na stół. Lui zbierała ją dłońmi i dalej próbowała wcisnąć w dwie maleńkie miseczki.
W mieszkaniu na Stalmacha , chociaż dom był wybudowany długo po wojnie nie bylo centralnego ogrzewania. Łazienkę , a czasami kuchnie grzaliśmy elektrycznym słoneczkiem . W pokoju , bardzo wąziutkim , stal kaflowy piec. Węgiel był w piwnicy. Nosiłem go na drugie piętro blaszanym wiaderkiem. jak miałem parę groszy , to na stacji Shella kupowaliśmy drewno do kominów i węgiel drzewny w 15-kilogramowych workach. W lodowatym mieszkaniu szybko rozpalałem piec i chowaliśmy się z Lui pod dwie kołdry . Po dwóch godzinach piec buchał piekielnym żarem. Cały mokry od potu chodziłem nago po pokoju.
44
Może kiedyś stracę Cię Gdy będziesz dosyć miał Moich ciągłych zmian Czasem myślę , że ten ból Który w sobie mam Po coś jednak jest
O.N.A. pop-grupa

Kiedyś byłem już w Mysłowicach . Było to tak. Miałem klientkę w Radomsku , sympatyczną bizneswoman , która wpadła w kłopoty przez niefrasobliwość . Musiała zapłacić w warszawskiej firmie za szafy chłodnicze. Wrzuciła kilkanaście paczek z banknotami do foliowej torby , torbę położyła na siedzeniu pasażera z przodu i pojechała samochodem. Na ulicy Raszyńskiej podskoczył na czerwonych światłach małolat, wyrwał torbę z kasą i uciekł.
Miałem spotkanie w Radomsku w Urzędzie Skarbowym. Parę dni przed wyjazdem rozsypał mi się samochód , pordzewiały biały Ford Sierra 1.8 ” na sedanie ” a na wypożyczalnię po prostu nie miałem pieniędzy. Pojechałem pociągiem.
Viola dosiadła się do pociągu w Tarnowie. Stała na zatłoczonym korytarzu , kilka osób ode mnie . Kobieca , duża , piękna , z długimi smolistymi włosami. Wyczuła , że zerkam na nią co chwilę. W Krakowie wysiadło dużo osób. Piękna nieznajoma mogła wejść do przedziału i wygodnie usiąść ( pociąg kończył bieg w Katowicach ; ponad godzina jazdy ) . Ale nie , została na korytarzu i przy pierwszej okazji , gdy pociąg jeszcze stał na Głównym w Krakowie , przysunęła się do mnie. Gdzieś miedzy Krakowem a Trzebinią zaczęliśmy rozmowę. Prawie od razu powiedziała , że pochodzi ze wsi pod Wieliczką , pracuje w Agencji Towarzyskiej w Krakowie , ale ma też stałych klientów , i w Krakowie , i w Bochni , i pod Tarnowem. Powiedziała wprost : ” pracuję jako prostytutka ”. Podobno zgwałcił ją ojczym , jak miała 13 lat , ale to pewnie pop-kulturowy szablon , wzięty z poprawnych politycznie amerykańskich filmów . Dała mi numer telefonu komórkowego i wysiadła tuż przed Katowicami . Ja w Katowicach musiałem się przesiąść do przyśpieszonego osobowego pociągu do Łodzi , jadącego przez cel mojej podróży , Radomsko . ( Radomsko jest słynne w Polsce z występu pop-wokalisty Czesława Niemena ; niezadowolony z przyjęcia , po koncercie wypiął swoja zgrabną , roznegliżowaną pupę na widownię . Innym razem wokalista Silnej Grupy Pod Wezwaniem , zdenerwowany gwarem na widowni , wezwał ja głośno słowami polskiego poety Adama Mickiewicza : „” Cicho wszędzie , głucho wszędzie ! … Czy tak , kurwa , wszędzie będzie !? ).
Zdzwoniliśmy się może po tygodniu. Powiedziała , że możemy się spotkać w Krakowie , ale czy przyjadę po nią do Mysłowic. Zapytałem gdzie to jest : ” koło Katowic , tam gdzie wysiadłam ”. Autostradą to było 40 minut od Krakowa. Zgodziłem się. Pojechałem w zamglone przedpołudnie. Tarnów , Kraków , autostrada. Jakieś piętnaście kilometrów od centrum Katowic , był zjazd z autostrady, w prawo , w rzadki lasek. Za nim skrzyżowanie z drogą na Wesołą i Chełmek Śląski. Wjechałem w centrum miasta , gmatwanina wysokich starych kamienic , ogromny ruch samochodów. Podjechałem na postój , dałem taksówkarzowi dziesięć złotych żeby mnie doprowadził pod wskazany adres. Viola już czekała przed bramą starej kamienicy ( później poznałem , że była to ulica Górnicza na Rymerze ).
Pojechaliśmy do Krakowa do hoteliku przy klubie sportowym na Zakopiańskie , przy wylocie z Krakowa w góry.
Poczułem obawę przed jej ciałem . Viola chyba była to tego przyzwyczajona. Ściągnęła spódnicę , rajstopy i majtki i rozpięła bluzkę . Podniecenie było tylko w penisie . Gorące , elektryczne , techniczne . Założyłem prezerwatywę i weszłam w Violę. Może dwadzieścia szybkich ruchów i wytrysk. Gorący , techniczny , nawet lekko bolesny.
Zeszliśmy do piwnicy ośrodka na mały obiad. Po powrocie do pokoju powtórzenie orgazmu dla mnie. Odjechałem , Viola została w pokoju.
45
”Funny Face” z Barbrą Streisand i Omarem Sharifem (kapitan Nemo , ruchome w ruchomym ). Trzygodzinna ciężka , ponura komedyjka – która w końcu złamała mi serce. ”Hair” Milosa Formana , czecha , który po latach prostytuowania się rosjanom uciekł , aby prostytuować się anglikom za trochę większe pieniądze. Takie bez polotu , sztuczne w najgorszym tego słowa znaczeniu , amatorskie ; z kulminacja zagotowująca w człowieku każdy nerw , każdą komórkę ciała. ”Nocny Kasper” Aloysiusa Bertranda – mała książeczka o wadze planety. Powieść portugalskiego autora o lekarzu o średnim wieku , który porzuca pracę , aby towarzyszyć w ostatnich tygodniach życia chorej na raka młodej samotnej , zagubionej dziewczyny. ”Matrix” braci Wachowskich - niepokojąca myśl grubo przykryta cyrkowymi wygibasami. ”Gniazdo” Jana Rybkowskiego z 1973 roku. Niemiecki biskup patrzy na sznur Polaków z kamieniami u szyi , stających w kolejce do lodowatego jeziora. ”Mniejsze im kamienie wiążcie , bo za szybko toną ”. Polak to folklorystyczna odmiana rosjanina. Morderca , gwałciciel, rabuś. Za mało pracowitości na ludobójcę. Gdy bracia rosjanie dali mu łaskawie domy po wymordowanych Niemcach , to przez 60 lat nie potrafił ich otynkować ani pomalować ogrodzeń i płotów. ”Hair”. Jestem projekcją w przestrzeni. Jestem bohaterem filmu, którego zakończenia nie znam. Wiem tylko , że na pewno się skończy , jak to film. Japoński malarz , który wyskoczył z ósmego piętra na wielkie białe malarskie płótno. Zrobił świadomie to , co los robi z nami.
Jego rodak , młodszy o 8 lat , Kozo Okamoto. Z dwoma przyjaciółmi przyleciał z Tokio do Rzymu. Tam dostali granaty i pistolety maszynowe. Polecieli Alitalią do Izraela . Na lotnisku Lod pod Tel-Awiwem podczas odprawy spokojnie otworzyli walizki , i zaczęli pruć po sali przylotów. Potem rzucili granaty. Żydzi w Polsce dostali państwo od anglików za pomoc w wymordowaniu Niemców w latach 1939-1954. Żydzi nazwali ziemska matkę Boga – prostytutką , a Zbawiciela – bękartem rzymskiego żołnierza Pantery. Żydzi przez setki lat w swoich karczmach rozpijali mężczyzn , a z dziewcząt robili szmaty , leżące pijane po rowach. Żydzi pomagali ludobójcom. Żydowscy żołdacy w rosyjskich i angielskich mundurach zagwałcali dziewczynki i kobiety na śmierć. Rozstrzeliwali chłopców od 6 roku życia a młodszym roztrzaskiwali główki o mury i pnie drzew. Anglików , rosjan , czechów , żydów , serbów i ich sługusów z Polski i Dani należy zamknąć w wielkim , ogrodzonym szatańskim kręgu. Nie powinni mieć żadnego kontaktu z ludźmi. Żydowscy propagandziści jak Ilia Erenburg nawoływali do ludobójstwa i gwałtów. Jego żydowskie dzieci i wnuki w Internecie , TV i Hollywood od lat zmieniają ludzkie mózgi w garczki z gównem. Budują pracowicie ziemskie królestwo Kurwy i Szatana. Na rozkaz anglików Żydzi kupili usługi polskich kryminalistów którzy w końcu sierpnia 1939 roku napadli na niemiecką radiostacje w Gliwicach , dając sygnał do ludobójstwa. W przeciągu piętnastu lat anglicy , rosjanie i ich agenci zniszczyli Rzeszę , Królestwo Boże na ziemi ; wymordowali 120 milionów ludzi od Chin na wschodzie po Japonie na zachodzie i założyli ziemskie królestwo Kurwy i Szatana.
46
Ubezpieczenie na życie . Coś słyszało się na amerykańskich filmach o ”sprzedawcach ubezpieczeń na życie ”. Wiele lat później kupiłem pierwsze ubezpieczenie na życie. Wpłacasz co miesiąc lub co kwartał pieniądze , a po twojej śmierci pieniądze dostanie żona i dzieci. Czy dzieci to ja ?. To nie ja . Ja nie jestem moim ojcem. Jestem inny. Co żyje w moich dzieciach. Pamięć o mnie ? Czy ja jestem pamięcią innych o mnie. Czy jak zapomną o mnie to wtedy dopiero umieram ? W kanadyjskim filmie ”Cube” siatka metalowa przecina człowieka , żywego człowieka na 64 kawałki mięsa. Czy ja jestem mięsem , którego jeszcze nie przecięła siatka, nie przeszyła kula , nie zeżarł rak. Kod genetyczny. Jestem kombinacją niepowtarzalną. I co z tego ? Obok mnie jest 5 , 10. 20 miliardów równie niepowtarzalnych kombinacji. Nikt nie jest niezbędny. Jest 10 kandydatów na moje miejsce jako prawnika , kochanka, męża , nawet ojca. Wszystkiego jest za dużo. Ludzi , idei , towaru. Nie mam znaczenia jako konsument. Jestem jednym z tysięcy , milionów. Jestem zupełnie niezauważalnym wpływem na statystykę. Jestem Nic zmierzające do Zera.
Zaczęły się kłopoty . Miałem zonę domek , samochód na raty, córeczkę Tamar i dwie młodsze bliźniaczki : Ritę i Sonię. Wyliczyłem , że jestem utopiony, jestem bankrutem , wpędziłem rodzinę w długi niemożliwe do spłacenia. Zacząłem rozpaczliwie kupować ubezpieczenia na życie w coraz to nowych korporacjach. Łączna miesięczna składka osiągnęła niebotyczna kwotę. Podbierałem pieniądze z powierzonych mi kont. Wyliczałem ile żona i dzieci dostaną po mojej śmierci . Musiałem popełnić samobójstwo , ale tak żeby wyglądało na nieszczęśliwy wypadek , bo inaczej nicy z ubezpieczenia. Żaden sport ekstremalny, utopienie wypadek w domu. Nie miałem możliwości zorganizowania dla siebie katastrofy lotniczej czy kolejowej. Pozostał wypadek drogowy. Miałem duży , bezpieczny samochód, z poduszkami powietrznymi. Zadzwoniłem do serwisu Toyoty.
- Dzień dobry ma taką … nietypową sprawę. Mojemu koledze , przyznaje , w innej marce, strzeliła prosto w twarz poduszka w czasie jazdy. Ja wiem , ze wy macie inne. Proste pytanie , chcę wyłączyć poduszki. I ABS , bo mi się z nim źle prowadzi.
– Przykro nam , nie ma takiej możliwości.
Spokojnie. Żona miała na podjazdy po zakupy miejskie autko Suzuki ( z fabryki na Węgrzech ). . Blaszanka, takie pudełeczko z silniczkiem . Coś wymyśliłem… ze jadę do biednego klienta , nie chcę się afiszować powodzeniem. Wybrałem czas i miejsce. Droga z Ostrowca Świętokrzyskiego na Lublin przez Ożarów. W Ożarowie jest cementowania . Niekończącą się prostą , wąska drogą przez las co pięć minut suną ogromne cementowozy , 30-35 ton pomnożone przez 100-110 kilometrów. Jeden ruch kierownicy i jestem starty na miazgę w ułamku sekundy. Zrobiłem porządek w moim gabinecie . W pierwszej szufladzie biurka ułożyłem polisy ubezpieczeń na życie ; książki ogólnych warunków i regulaminy , wizytówki do przedstawicieli , karty Assistance.
- Tato , jedziesz ? – Tamar ( podobna do mnie , lekko masywniejsza ) wsadziła blond główkę pomiędzy futrynę i drzwi.
- Jadę, kochanie. - Tato , wrócisz ? - Wrócę , moje kochanie.
Pakowałem się do auta , gdy usłyszałem głosik Rity ( bliźniaczki były małe, chudziutkie , odziedziczyły geny po dziadku ze strony matki ) :
- Tata, jedziesz ? – pękło mi serce i już nigdy się nie zrosło.
Jechałem z Rzeszowa przez Sandomierz. Czułem narastający niepokój . Z całą wyrazistością widziałem swój wypadek : potworny czas kiedy już zjechałeś na czołowe zderzenie , sekunda dążąca do wieczności ; przerażone spojrzenie kierowcy wielkiej ciężarówki ; szkło przecinające mi oczy , szyję twarz , ręce; ostre kawałki blachy rozrywające mięśnie brzuch , wnętrzności ; zmiażdżone auto rzucone w las , pomiędzy pnie drzew; zapach benzyny i gorącej krwi , płomień, rozżarzony piec. Zobaczyłem siebie bez rak i nóg , spalonego , leżącego na białym szpitalnym łóżku. Poczułem spojrzenie żony Anity , Tamar , Rity i Sonii. Sandomierz to bajkowe stare miasto na wysokim brzegu Wisły. Zatrzymałem się na parkingu pod Zamkiem. Za ostatnie pieniążki zjadłem małą pizzę. Cóż za boski smak. Pojeździłem po okolicy żeby wypalić benzynę , przynajmniej nie spalę się żywcem. Sprawdziłem w bankomacie , czy może cudem nie spłynęły jakieś pieniądze. Nie spłynęły. Mokry od potu , przerażony stanąłem raz jeszcze na parkingu u stóp góry zamkowej. Zadzwonił przenośny telefon, Lui. Nie odebrałem . potem drugi , trzeci i SMS. ” Marek odbierz proszę jest mi ciężko ”. Jej też. Odebrałem .
- Marek , jesteś tam , kocham Cię, powiedz że wszystko dobrze .
- Jest dobrze . – wyrecytowałem zimnym głosem.
- Marek , mam bardzo ciężka sytuację , wiesz … ci ludzie, szantażują mnie , dłużej nie wytrzymam , musze mieć pieniądze, Marek , jesteś tam …
- Jestem , Lui.- Marek , obiecaj że mi pomożesz , proszę cie….
- Musze kończyć, obiecuję … nie , nic nie obiecuję , ale … postaram się coś zorganizować.
- Dziękuję , Kocham Cię , Marek , będę czekała.
Następną godzinę minut spędziłem w aucie , szukając po schowkach , skrytkach , pod chodniczkami i w bagażniku monet , kiedyś schowanych , zapomnianych , upuszczonych. Uzbierałem 7 złotych i 43 grosze . Kupiłem niecałe trzy litry benzyny i dowlokłem się do Rzeszowa Z pękniętym sercem.
47
Do Lui jeździłem samochodem. pod koniec byłem trzy albo cztery razy pociągiem. Raz przyjechałem autem , zatrzasnąłem kluczki w środku i musiałem wrócić pociągiem po rezerwowe klucze ; Lui pościągała wprawdzie znajomych złodziejaszków mysłowickich ale nie potrafili się uporać z zamkami w moim aucie.
Moja droga miała co najmniej 272 kilometry , ale gdy jechałem z Suwałk , Słupska albo spod Szczecina , to wydłużała się do prawie 500 km. Autostradą jechało się tylko od strony Krakowa i miała ona 45 km. Uparcie przepychałem się do Mysłowic zatłoczonymi drogami ekspresowymi , ciągle stojąc w korkach z powodu remontów albo wypadku. Albo wąskimi drogami poprzez wioski , małe miasteczka , zatłoczone centra miast. Przejechałem przez wioski i miasteczka , o których statystyczny Polak nigdy w życiu nie słyszał i raczej nie usłyszy.
Dokładnie pół godziny po planowanym moim wyruszeniu w drogę , chociaż najczęściej jeszcze nie zdążyłem załatwić wszystkich spraw i wsiąść do auta, dostawałem sms-a od Lui. ”Część , u ciebie o.k.”. Odpisywałem , że ” o.k.” i za chwile wyjeżdżam. Im bliżej Mysłowic tym więcej sms-ów , rozmów telefonicznych, meldowania gdzie jestem i ile na znakach jest kilometrów do Katowic ( znaki na Mysłowice pojawiały się dopiero 10-15 kilometrów od miasta ).
Wpadałem w szał , przeklinałem Lui i los , który postawił mi ją na mojej drodze. Gdy jednak dojeżdżałem pod umówione miejsce i widziałem Lui jak stoi w taniej kurteczce z dwiema reklamówkami , z nieodłącznym papierosem , to nagle cała złość znikała w ułamku sekundy i zalewał mnie blask miłości , ale nie takiej erotycznej , seksualnej tylko takiej , jaką czuje się do skrzywdzonego dziecka , skrzywdzonego zwierzęcia.
Jechałem standardową drogą od strony Rzeszowa . Dzień był chłodny , zamglony , październikowy. Była może 11 rano ; przejechałem całą obwodnicę Tarnowa i zjechałem w dół , w dolinę Dunajca. Na horyzoncie widać już było szczyt wieży kościoła w Brzesku. Kolejny natarczywy sms od Lui. Zagotowałem się w środku , wściekłość wypełniła mi czaszkę. Gwałtownie wyhamowałem i skręciłem w polna dróżkę , prze samym mostem . Zacząłem walić w klawiaturkę mojego Ericssona ( jeszcze marka nie została sprzedana Sony , to był mój drugi telefon po poczciwym Siemensie S60 ; potem miałem już tylko Nokie ) .
Prawie wgniotłem w obudowę klawisz ” Wyślij ” : - ” Zdychaj Śmieciu w samotności ” .
Dyszałem ciężko nad kierownica auta. Po paru minutach zadzwoniła Lui . Nie odebrałem. Przyszedł sms: ” Marek , odbierz proszę , kocham Cie ” . Zadzwoniła , nie odebrałem . Drugi sms od Lui : - ” Przyjedź , proszę ” . ” O.k. , przyjadę ” – odpisała moja ręka.
Pojechałem , przez Brzesko , Bochnię , Wieliczkę , obwodnicę Krakowa , autostradę ; znów byłem szczęśliwy , jak nigdy w życiu.

Głosuj (0)
khpgm 10/05/2009 17:13:20 [Powrót] Komentuj