Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
8

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar

archiwum

    2009
    Maj

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 8067 osób

Powered by blog 4u

Krótka historia pop-grupy Myslovitz



8

Myslovitz , pop-grupa
Lui wynajmowała ( za moje pieniądze ) mieszkanie w dużym nowoczesnym bloku na Mickiewicza. Tak naprawdę to był budynek przy ulicy Mikołowskiej, jakieś trzysta metrów od kwatery na nowym cmentarzu , gdzie leżała babcia Lui , czarownica. Mieszkanie było bardzo jasne. W dużym pokoju stał telewizor , który kupiliśmy w Lui w katowickim Geancie ( obecnie Real ) . Robiłem pyszne sałatki greckie ( rwana sałata , feta , oliwki , sos z oliwy i octu balsamicznego ) i z tuńczyka ( ja wyżej , tylko bez fety ). Piliśmy już mało, raczej piwo niż wódkę. Było z moimi interesami źle. Moi wrogowie napuszczali na mnie prokuraturę. Lui , jak to Lui. W żadnej pracy nie wytrzymywała dłużej niż dwa miesiące . Pisanie książek powoli jej się nudziło. Chciała się bawić , szaleć , jeździć po świecie. Ja już nie miałem pieniędzy. Ciągłe kłótnie , pretensje , kto komu zmarnował życie. Oglądaliśmy tasiemcowy serial ”M- jak Miłość ” .
Mieliśmy któregoś dnia pojechać do Pragi pociągiem ( wyjazd z Katowic o 22.37 , przyjazd o 6.45 rano ). Przyjechałem do Mysłowic około 17-tej. Byłem zmęczony . Wypiliśmy po piwie i oboje poszliśmy spać. Obudziłem się w pól do pierwszej w nocy. Lui siedziała w fotelu i oglądała ostatnią scenę ” Stroszka” francuskiego reżysera Wernera Herzoga.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś ? Mieliśmy jechać na dworzec do Katowic.
- Nie wiem . Może nie mieliśmy jechać. Mogę Cię przypalić papierosem ?
- Dlaczego ?
- Bo myślę , ze byłoby fajnie.
- Dobrze , ale na plecach , żeby nie było widać.
Samo przypalenie niewiele bolało , ale ranka nie chciała się zagoić przez półtora roku.
65
Świat wypadł mi z moich rąk Jakoś tak nie jest mi nawet żal
Myslovitz , pop-grupa
Straciłem pracę , wszystkie zlecenia , dostęp do pieniędzy. Siedziałem w domu , spałem w dzień , nocami oglądałem teledyski na Polsacie. Obiecałem Anicie , że nie będę miał żadnego kontaktu z Lui . Długo nie wytrzymałem. Jeden sms , potem drugi , spotkanie w Rzeszowie , w klubie Bohema, potem parę godzin w motelu w Sędziszowie. Lui miała niebieskie dżinsy. Kochaliśmy się dwa razy bez żadnych zabezpieczeń.
Lui miała znajomych ( młode małżeństwo bez dzieci, z wielkim psem , wilczurem ) , którzy wynajmowali wielki , kilkudziesięcioletni dom , prawie willę na ulicy Batorego , po prawej stronie , drugi dom od końca , dalej ulica kończyła się stromym nasypem , na którym przebiegał dojazd do autostrady. Na Batorego ale na początku od ulicy Janowskiej , drugi po lewej, stał dom Przemka Myszora z Myslovitz. Na nasze spotkania dostawaliśmy całe puste piętro , trzy pokoje , holl, łazienka i dziwaczna wąziuteńka , ślepa, bardzo długa kuchnia. Lui miała klucze. Jeździłem do Mysłowic dwa , trzy razy w miesiącu , pociągiem , czasami udało mi się zorganizować auto.
Byłem spokojny , ogromnie smutny i łagodny. Wiedziałem że koniec jest nieunikniony , ze nic nie mogę zrobić. Nie miałem żalu do nikogo , nawet do siebie. Kupowaliśmy z Dorką jakieś jedzenie , czasami ćwiartkę wódki i karton soku w Megrezie na Mikołowskiej. Mieliśmy dla siebie kilka , rzadko kilkanaście godzin. Dom był przeniesiony z najdrobniejszymi szczegółami wyposażenia i wystroju z przełomu lat 50 i 60 dwudziestego wieku. Kochaliśmy się spokojnie , jak starego dobre małżeństwo w wielkim łóżku z wielkimi poduszkami i dwiema wielkimi pierzynami. Było mi tam ogromnie dobrze , czułem się spokojny i bezpieczny. Musiałem stamtąd wychodzić jak skazany na egzekucję. Edyta Bartosiewicz lubi pomidorową z ryżem , a ja z makaronem. Edytka zaśpiewała z Myslovitz ” Chciałabym umrzeć z miłości”.
66

Zabrakło mi pieniędzy, ale tak totalnie, ostatecznie , armagedonicznie. Lui zaczęła się denerwować, groziła w sms że przyjedzie , powie wszystko Anicie , że się znowu spotykamy , ze wystawi mnie policji. W desperacji wyciągnąłem z szafy dawno tam schowaną moją ślubną obrączkę , dorzuciłem stary sygnet po ojcu i zaniosłem sprzedać do lombardu. Pani i Pani chcieli mi dać pożyczkę pod zastaw. Nie wierzyłem , ze kiedykolwiek w życiu zarobię jakiekolwiek pieniądze. Powiedziałem , ze chcę sprzedać złoto na złom. Wyciągnąłem jeszcze parę drobnych banknotów ze świnek-skarbonek moich dziewczynek. Pożyczyłem auto od Anity , pod pozorem pilnego wyjazdu do starego klienta , który mi już zapłacił .
Pojechałem do Mysłowic jak za dawnych , dobrych – złych , szatańskich czasów . Kupiłem mnóstwo słodyczy , ulubiony marcepan Lui , 0,7 litra Finlandii. Czułem , że widzę Lui ostatni raz w życiu. Nasza miłość była słodka i najsmutniejsza w życiu.
67
Szósty maja w Pradze był słoneczny i upalny. Parę minut po północy przyszło droga radiową z Londynu polecenie przejęcia miasta i zabicia wszystkich Niemców. Najbliższe amerykańskie oddziały pancerne były 80-90 km od miasta , a rosjanie jeszcze dalej , na Słowacji i za Sudetami , na obecnych terenach Polski. Ostatni większy oddział Rzeszy ( dywizja byłego rosyjskiego generała Własowa ) wyszła z miasta już 4-go , żeby nie narażać ludności cywilnej na ofiary.
Czesi szybko rozbroili nieliczne plutony wartownicze , złożone z 17-18 letnich żołnierzy; Rozebrani do pasa , albo całkiem nadzy zostali powieszeni na praskich latarniach.
Do niemieckiej szkoły dla chłopców z internatem czesi weszli około 12-stej. Zastrzeli mężczyzn – nauczycieli a kobiety wyprowadzili na ulicę. Chłopców w wieku od 7 do 14 lat w liczbie ( było ich czterystu trzydziestu pięciu ) wyprowadzili na teren za szkołą , gdzie były boiska. Po dwudziestu byli odprowadzani w zacieniony kąt pomiędzy głównym budynkiem szkoły a świeżo dobudowaną salą gimnastyczną. Sześciu, siedmiu czechów strzelało z pistoletów maszynowych. Kilku czechów chodziło wśród ciał i żelaznymi łomami dziurawiło i miażdżyło głowy. Niektórzy starsi chłopcy płakali , uciekali na tył czekających . Mniejsi , siedmio - ośmiolatkowie , szli za nimi , pocieszali , brali dłonie płaczących i prowadzili do przodu.
Następnego dnia czesi wywieźli ciała ciężarówkami na wzgórze , 20 kilometrów za Pragą , w kierunku na Brno . Jeńcy wykopali rowy na metry głębokie i na trzy szerokie i ułożyli ciała chłopców. Po płytkim zasypaniu grobów zostali odprowadzeni do pobliskiego zagajnika i zastrzeleni. Od czerwca zaczęto tu zwozić śmieci z miasta , a w sierpniu oficjalnie powstało tu wysypisko.
Kobiety były wyprowadzane z domów i biur , przywiązywane za ręce do słupów. Potem rozcinano im ubrania i gwałcono. Czesi zwoływali ludzi z domów i zachęcali młodych chłopców do gwałtu. Kobiety pracujące w fabrykach były gwałcone w halach przez swoich dawnych kolegów i sąsiadów. Żeby nie mogły uciec przecinano im ścięgna . Dzieci i starsze kobiety pędzono nad brzeg Wełtawy , na wybetonowane nabrzeże i tam do nich strzelano. Kto nie zsunął się wprost do wody , tego spychano drągami.
Wciąż nadjeżdżające pociągi z Dolnego Śląska , wiozące kobiety i dzieci uciekające przez rosjanami , czesi kierowali na bocznice i tam podpalali towarowe zaryglowane wagony .
Jednego dnia w Pradze Czesi zabili 40 tysięcy ludzi. W następnych miesiącach zabili w całych Czechach ponad pół miliona , głównie dzieci i kobiet. Najbardziej aktywni mordercy i gwałciciele w nagrodę mogli wybrać sobie mieszkania po wymordowanych.
Szatańskie plemię stało się ukochanym dzieckiem w rodzinie swojego Czarnego Ojca. Rosjanie zapewnili czechom w swoim imperium najbardziej komfortowe warunki życia , jakich nie mieli rosjanie . Wierni Szatanowi czesi wysłali samolotami broń do Izraela , kiedy Amerykanie jeszcze nie byli tak całkiem jak teraz opanowani przez Żydów. Czescy propagandziści w służbie Szatana zawsze byli chętnie witani w Hollywood , jak chociażby twórca kinowego ” Hair ” Milosz Forman ( i nie całkiem głupiej , zrobionej za grosze ” Miłości blondynki ” ) .
Czesi odrzucili wszystkie atrapy wiary , wszelkie udawanie religii i nawet nie starali się o żadne nowe. Dopiero 30-40 lat po czechach przestali udawać , ze wierzą w Boga i anglicy i amerykanie.
Następny etap po zaprzestaniu udawania wiary w Boga to będzie jawne czczenie Ojca Szatana. Będą kopulować w kinie , telewizji i w Internecie ; będą kolorowe zdjęcia umierających z głodu , przeźroczystych ludzi wieszać na ścianach apartamentów.
Powiedzą Ci i pokażą Ci , że jesteś mięsem , pławiącym się w zupie hormonów i dygoczącym od niskoprądowych napięć.

68
Mój Boże. Tak sobie marzę , że dostanę swoje cztery i pół metra kwadratowego do końca życia , że urządzę się po swojemu, choćby by to była najgorsza wilgotna nora w ciemnej piwnicy. Ale nie. Średnio co trzy miesiące pod cele wpełza gad i rzuca krótko : Marek, pakuj mandżur. Rozkładam koc na środku celi i rzucam wszystko jak leci; potem mocno zawiązuję w rogi . Jeff Bridges i Britt Ekland z wypadkiem porsche’a na końcu. „A jednak żyjemy”. O biednej rodzinie rybaka z Japonii lat 50-tych XX wieku. Ojciec rodziny prowadzi żonę i gromadkę małych dzieci na urwisko, żeby zabić ich , a na końcu siebie. Józef Goebbels i Magda Goebbels. Szacunek , szacunek i raz jeszcze szacunek. Jedna z najwspanialszych par w dziejach ludzkości. We wtorki około 11.30 łażnia. Golę się dokładnie , obcinam paznokcie. Stojąc w strumieniu gorącej wody czuję się jak dwudziestolatek, przed którym całe życie. Kim jestem ? Siedemdziesiąt trzy kilo starego mięsa i kości. Nie , to nie cały ja. To nie ja. Reklama telewizyjna bazy do zup i sosów . „Pomysł na…”. Jestem czyimś pomysłem „na”. Nie jestem nową wersją pra-dziadka Vlada ze średniowiecznej Wołoszy, ani nawet mojego ojca. Przypadek złączył mnie z takim a nie innym ciałem ; z takim a nie innym mechanizmem do życia. Jestem astronautą 100.000 lat świetlnych od ziemi , w drodze do innej galaktyki . Nie mogę żyć ani ćwierć sekundy bez , poza , obok mojego statku. Nie jestem statkiem. On mnie tylko niesie. On przetrwa beze mnie i pół wieczności. Ja bez niego ani ćwierć sekundy. Nie jestem statkiem. Szanuję mój statek, proszę Boga abym przetrwał , aż do dnia kiedy biznesmen wyniesie moją historię poza bramy więzienia. Potem się rozsypię. Nie jestem statkiem.
Książki. Już żadnej nie przeczytam. A niby po co. Cudowne chwile , kiedy gad woła po paczki pod kratę , albo kiedy rzuca listy na stolik. Święto , La Fiesta , Fest. Razem czytamy , klniemy , płaczemy, rwiemy kraty. Dwadzieścia minut wcześniej ryczał : Ubiję cię cwelu!! Teraz siedzimy w czterech na brzegu jednej koi, czytamy, cieszymy się , płaczemy. Paczki. Czekolady, rodzynki, orzeszki, mielone mięso, cukierki, przyprawy. Delicje , uczta bogów. Słychać mlaskanie.
Ja nigdy nie dostaję żadnych paczek. Przez pierwsze dwa lata przychodziły urzędowe pisma , każde jak wyrok śmierci. Teraz już nic , nigdy. Tak jest dobrze , najlepiej jak tylko można sobie wyobrazić. Moja mama bardzo dbała o dom. Gotowała 7-8 dań głównych , cztery zupy i trzy słodkie placki. Perfekcyjnie. Ukraińskie pierogi maszczone skwarkami albo świeżo roztopionym masłem. Placki ziemniaczane. Sznycle po wiedeńsku . Ogromny pulpet wieprzowy. Cudowny cieniusieńki kotlet schabowy z kością , smażony na maśle. Knedle , z wody albo potem podsmażane. Żołądki w sosie albo podsmażane na maśle. Zapiekanka z wołowego mięsa z cebulą . Sałatka z ogórków w śmietanie. Ogórki kroiło się na cieniusieńkie plasterki i wymaczało w solance , żeby wyciągnąć całą gorycz. Zupa pomidorowa z makaronem, lanymi kluseczkami albo ryżem. Edyta Bartosiewicz, rockwomen z Warszawy lubi z ryżem. Astroman – „Four non-blonds” z Linda Carter , obowiązkowo z czarnym cylindrem na głowie. Ładne kapelusze mieli i Jimi Hendrix i Slash z Guns&Roses – „kochałem Cie , ale i tak musiałem zakopać Cię w ogródku”. Jakby to zaśpiewał Axl Rose. Na ”use your illusion” skończył się rock & roll. Był 1991 roku. Trzy lata póżniej w Mysłowicach student Akademii Wychowania Fizycznego z drugim studentem , ale ekonomiki transportu na Politechnice zaczęli organizować pop-grupę The Freshman , później nazwali ją Myslovitz.
Pomidorowa mamy była jak narkotyk , wyjadałem jej każdą ilość. W wigilię Bożego Narodzenia Az do 17-tej był post. W sypialni rodziców zakopywałem się pod pierzyną a z kuchni przez uchylone drzwi biło ciepło i zapach gotowanych grzybów do jasnego świątecznego żurku.
69
Trudno do każdego z ludzi wysłać uzbrojonych w kije bejsbolowe drabów , którzy przypilnują jego przemiany w szatańska kurwę. Dlatego Szatan ludzi pracowicie wychowuje. Mick Jagger . Ostentacyjnie , w świetle reflektorów idzie po koncercie w Sydney do apartamentu hotelowego uprawiać sex z właścicielka hotelu i jej córka. Szatan rozpieszcza męską prostytutkę . Pracowita służka Szatana , Her Majesty Elżbieta II nagradza męskiego kurwiszonka tytułem szlacheckim. Oboje żyją już bardzo długo , aby dać świadectwo , że Szatan dba o swoje dzieci. Podświadomie , podprogowo i świadomie , ponadprogowo zmienia się psychikę milionów ludzi , całych narodów. Każdy kto nie chce być prostytutką jest zaganiany do getta.z wielkim napisem nad bramą „ TU ZDYCHAJĄ ŻLI I BARDZO CHORZY LUDZIE”. Satanistyczny system komunistyczny w Rosji zamykał dziesiątki tysięcy ludzi w psychuszkach . Teraz zamyka się miliony ludzi w psychiatrykach własnych mieszkań. Jad sączący się z telewizji , radia , internetu , gazet i książek wypełnia im czaszki. Jesteś zły , chory , niedostosowany. Ekstremista. Fanatyk. Masz do wyboru : zaakceptować system albo wyhuśtać się na rurze w łazience . Poeta Sergiusz Jesienin przeczuł , co go czeka i wyhuśtał się na rurze w Hotelu Angleterre w Piotrogrodzie. Nie chciał być Mickiem Jaggerem i dostać tytuł szlachecki.
70
Między nami zawsze będzie trochę kłamstwa i prawdy
Ty i tak będziesz o tym wiedzieć ...
Myslovitz , pop-grupa
Siedziałem w domu , jadłem jedzenie z lodówki , nikt mnie nie wypędzał. Wypędzało mnie niewidoczne ciśnienie. Setki , tysiące razy mówiłem sobie :
- Spokojnie , żyjesz , możesz jeszcze wszystko odwrócić.
Koniec wszystkich przemyśleń był jeden :
- Jesteś skończony, nic nie możesz zrobić.
Kiedyś spotkałem na mięście starego kolegę , jeszcze z gimnazjum , który zrobił karierę i był dyrektorem w jakiejś dużej firmie. Grzecznościowo chyba , albo żartem zapytał, czy nie chciałbym u niego pracować. Nie miałem odwag się z nim spotkać , ani nawet porozmawiać przez telefon. Anicie powiedziałem , ze mam nagrana prace i zaczynam 1-go września. Półtora miesiąca przeżyłem jak krok, dostawałem nawet jakieś pieniądze , żeby uzupełnić garderobę przed nową pracą . Żeby mieć czyste sumienie , ze wszystkiego próbowałem , wysłałem fax. z poczty na mięście , z zapytaniem czy jego oferta jest nadal aktualna. Ostatniego sierpnia były urodziny dziewczynek. Tym razem nie maiłem żadnego przeczucia , po prostu wiedziałem działem , że jestem z nimi na urodzinach ostatni raz.
Następnego dnia wyjechałem w garniturze , jakby do pracy. Cały dzień przesiedziałem w miejskiej bibliotece , czytając pierwszy tom biografii szkockiego poety Roberta Burnsa ( drugi też przeczytałem , ale już tu , w wiezieniu ). W nocy ubrałem się w sportowe ciuchy z Columbii i wyszedłem bez słowa , bez żadnego kartki na pożegnanie. Dojechałem pociągiem do Krakowa , cały dzień przewłóczyłem się po starym mieście jak gdybym był turystą. Wieczorem osobowym dojechałem do Jaworzna. Zjadłem pizzę w tanim barku i wyszedłem w mrok.
Ogarnęło mnie przerażające , nigdy wcześniej nie znane uczucie : nie miałem gdzie iść. To znaczy mogłem iść w każdym kierunku z dowolna prędkością. Ale nie miałem po co iść w żadnym kierunku. Nie mogłem też stać nieruchomo na chodniku przed barem. Byłem jak samochód z wyjącym silnikiem , który nie ma przełożenia na koła. Zacząłem iść ; i po ulicach oświetlonych i po ciemnych uliczkach willowych osiedli , szczekały psy , mijali mnie ludzie którzy dokądś szli. Czułem kosmiczną różnice miedzy mną a nimi . Oni mieli cel , a ja nie.
Zapadła cisz , ostatni przechodnie pochowali się w domach. Stanąłem przed wielkim betonowym kościołem na wzgórzu. Rozpościerała się stąd panorama całego nowego Jaworzna. Na taras przed głównym wejściem wchodziło się po kilkudziesięciu bardzo stromych schodach .Przed obitymi miedzianą blacha wrotami leżała gruba gumowa wycieraczka z okrągłymi otworami. Gdy się na niej położyłem to nie widziałem ulicy przed kościołem. Nikt też nie mógł mnie zobaczyć. Ułożyłem się do snu. Około trzeciej nad ranem obudził mnie przenikliwy chłód. Zerwałem się i poszedłem na przystanek przy drodze 79 czekać na J-tkę do Katowic. Gdy przejeżdżałem przez Mysłowice zdumiałem się , jak jest mi obojętne to miasto.
W Katowicach zamieszkałem na dworcu , a raczej próbowałem , bo policja i ochrana ciągle mnie przepędzały , a to z wnęki kolo salonu gier , a to z ławek na peronie. Szybko znalazłem niewyczerpane źródło jedzenia – Cinema City na Gliwickiej 44. Od 18 do pierwszej w nocy kłębił się tam tłum , prawie wszyscy kupowali ogromne kartony prażonej kukurydzy , a mało kto jadł do końca , najczęściej kilka ziarenek z wierzchu. Było tam gorąco , kolorowo , grała muzyka. Tak chyba wygląda piekło. Spałem na ławkach w parku przed kinem , albo w nocy chodziłem po mięście a przedrzemywałem dnie na ławeczkach pasażach kompleksów handlowych. Tam się myłem i goliłem. Znalazłem kolo śmietnika prawie nową ciepłą marynarkę w kratę.
Któregoś dnia niespodziewanie , na piechotę poszedłem przez Warszawska i Szopienice do Mysłowic , na Rymerę , do Lui. Przed drzwiami do klatki schodowej spotkałem Marinę , siostrę Lui. Dziwnie na mnie popatrzyła , powiedziała , ze Lui jest na mieście , ale zaraz przyjdzie.
Lui powiedziała , żebym się wykapał , zrobiła mi jedzenie i kawę w ogromnym kubku z serduszkiem i napisem „I Love You”.
- Byli po ciebie , jakiś wujek , czy ktoś z rodziny , mówił ze u ciebie w domu jest straszna tragedia. Pytał się , czy wiem gdzie jesteś.
- Nieprawda. Utopili by mnie w łyżce wody.
Potem rozebrała się położyła w łóżku. Już nie było miłości , a ni nawet namiętności . Przez naprężony penis trzema falami popłynęła sperma . Przyjemność mniejsza niż gorąca kąpiel , dużo mniejsza niż gorąca kawa.
- Aha , miałam telefon od tego gościa z puszczy , no wiesz … miałeś mu coś zrobić.
Puszcza to wioska Zuzela , nad Bugiem , gdzie urodził się kardynał Wyszyński. Niedaleko , pośród wspaniałych lasów , niedaleko Dolnej Małkini , Niemcy wybudowali ogromny obóz dla Żydów , żeby chronić ich przed rosyjskimi i polskimi partyzantami. Pozostały tam wspaniałe betonowe drogi i rampy kolejowe. Miał tam posiadłość drobny biznesmen z Warszawy , który chciał kiedyś u mnie zamówić usługę. To mogła być jakaś drobna szansa na pieniądze.
Udało mi się wyciągnąć parę tysięcy. Przebalowałem parę tygodni po Polsce . I powróciłem do punku wyjścia. W Szczecinie zostało mi 1500 złotych . Wiedziałem , że szuka mnie albo zaraz zacznie szukać policja. Musiałem uciekać z tego przeklętego kraju.
71
W Szczecinie kupiłem bilet , wymieniłem resztki pieniędzy na euro i zapakowałem się do autokaru do Amsterdamu. Byłem ubrany w elegancki garnitur w kartkę , miałem skórzana biznesową torbę i duży worek podróżny.
Wyglądałem chyba nieco egzotycznie wśród studenckiej młodzieży i zmęczonych mężczyzn w skromnych ubraniach , jadących do pracy w Holandii i Anglii. Na monitorku oglądałem filmy ; jakieś głupawe komedyjki z Hollywood i ”Szkolną dżunglę” , z Lindsay Lohan. Szatański system , żeby rozbić rodzinę i upodlić ludzi propaguje gangstera i dilera narkotyków jako wzór dla chłopców i prostytutek jako wzrok dla dziewcząt. Dziedziczki fortun nie maja potrzeby , żeby pracować za garść dolarów jako prostytutka. Ale chcą być w porządku w stosunku do systemu. Dlatego też aranżuje się spotkania w hotelu , seks z przypadkowym mężczyzną , nagrywany na kamerę i puszczany w sieci na cały świecie. Pornografia to nic innego tylko prostytucja na skale przemysłową. Prostytucja to gwałt . Gwałt jest modlitwą do Szatana, oddaniem mu czci.
Amsterdam , kolorowy , beztroski, przyjazny. Stoję na mostku nad kanałem. Przepływa leniwie lodź z holenderska banderą.
- Daah ! – machają mi z łódki.
- Daah ! – odwzajemniam pozdrowienie.
Jeżdżę trochę metrem , takim dziwnym , bo jeździ po powierzchni , jak pociąg. Dworzec autobusowy maleńki. Daleko odjechać , jak najdalej. Oslo , w Norwegii. Czekam długo , aż do 22.30. Długa podróż , nocą , autostradami , brzegiem morza , Czerń połyskliwa , elektryczna , światła na morzu , światła na brzegu. Gdzieś chyba w Danii terminal promowy ( most nad cieśninami jeszcze budują ). Wielki pakowny prom , cztery pokłady dla ciężarówek i autokarów, niewiele osobowych aut. Sześć pokładów pasażerskich. Barki otwarte i tylko dla kierowców ciężarówek. Nad ranem wychodzę na pokład. Noc , wilgoć , absolutna pustka., szum morza za burtą. Burta biała , cieniusieńka , z blachy, może metr wysokości. Za krawędzią przepaść , gdzieś tak na osiem pięter, i czarna bulgocząca woda.
Gos jasny , silny wyraźny mówi :
- Skocz. Tak będzie dobrze dla cienie , dla twojej rodziny , dla wszystkich. Masz prawie czterdzieści lat. Dużo przeżyłeś , inni nie mieli tyle szczęścia. Znikniesz , rozpłyniesz się, jak miliardy ludzi przed Toba i miliardy po tobie. Możesz zrobić już tylko coś bardzo złego Skocz. Lodowata woda Morza Północnego. Znikniesz bez bólu.
Wtedy zobaczyłem. Spadam , uderzam o powierzchnię wody , trące na kilka sekund przytomność. Jestem wciągany pod kadłub statku , ciśnienie wody dociska mnie do powierzchni . Tkwię nieruchomo w miejscu , statek przejeżdża po mnie ; pęknięcia blachy , wybrzuszenia spawów kamienne nacieki rozrywają mi ciało , tną mnie żywcem . Słyszę potworny , nieubłagany szum prawej śruby . Idzie wprost na mnie , nie mogę nic zrobić , nie mogę się ruszyć.
Wracam pod pokład , kupuję piwo . Koło 11.30 jestem w Oslo. Zjadam bułkę w McDonaldzie i idę do kasy po bilet. Ogromna elektroniczna mapa połączeń : Dania , Szwecja , Norwegi , kawałek Finlandii. Grube czerwone linie na południu kurczą się im dalej na północ. Mam słaby wzrok , nie mam okularów. Nie widzę nazw miejscowości na północy , wysoko już pod sufitem. Ostatnia nazwa miasta jaka udaje mi się odczytać. Moja kolej.
- Ultima , please.
Kasjer mówi do mnie cos po angielsku , potem po norweska , chyba, znowu po angielsku , niczego nie rozumiem. Kładę zwitek banknotów i powtarzam : Ultima , please, bus. Kasjer macha ręką i daje mi bilet.
Autobus do Ultimy już czeka. Dziwny ; stary , wąski , nieproporcjonalnie wysoki , z malutkimi okienkami. Jakiś zabytek sprzed czterdziestu lat , chyba Scania albo Volvo. Wewnątrz ogromna ciasnota. Kilku murzynów i Pakistańczyków , reszta to miejscowi , raczej starsi ludzie. Ruszamy. Za miastem zaczynamy serpentynami wspinać się na wyżynę , jak wysoko nie wiadomo , są mgły; i chmury bardzo nisko. Szumi mi w uszach . Wspinaczka bez końca. W końcu wjeżdżamy na płaski teren i na autostradę. Zatrzymujemy się w zajeździe kolo stacji benzynowej. Kierowca pokazuje na migi – ”Pół godziny”. Równina zaczyna falować. Wzgórza przechodzą w góry z ośnieżonymi szczytami. Jedziemy autostrada wąska dolina , cały czas na północ. Dolna kończy się , prawie pianową skałą , zapada zmrok , znowu wspinamy się serpentyną. Przejeżdżamy przez grzbiet i widzę ogromną dolinę ze wschodu na zachód ; szeroka chyba na dwadzieścia kilometrów , bardzo głęboka , o przekroju odwróconej piramidy. Na samym dnie srebrna nitka rzeki , wzdłuż niej mnóstwo świateł. Im wyżej tym świateł mniej i są słabsze. Zaczynają się fabryczne zabudowania , wjeżdżamy w oświetlone ulice. Budynki są wielkie , nowoczesne , białe albo srebrne . Zatrzymujemy się na dworcu ; to parterowy , przeszklony budynek. Razem z pasażerami autobusu wchodzę do hali kasowej. Na niektórych ktoś czeka , powitania , głośne rozmowy. Kupuję w otwartym jeszcze kiosku mapę Ultimy. Przeglądam ja kolo rzeźby z brązu stojącej w centrum holu ; jakaś rusałka , czy wróżka ; może patronka Ultimy. Sklepik i bary zamykają się. Robi się pusto. Ruszam i nagle jakaś siła szarpie mnie i zatrzymuje w miejscu. Zaczynam płonąć każdą komórką ciała. Nie mam gdzie iść . Nie mam po co iść. Już nie wrócę do Polski, nie mam pieniędzy. Jestem na innej planecie. Nie znam języka jego mieszkańców. Boże , dlaczego nie skoczyłem z promu. Na drżących nogach wychodzę na ulice. Ulica biegnie ostro w dół. Tu wszystkie główne ulice biegną poprzek zbocza , a tylko wąskie uliczki wzdłuż zbocza. Idę za większą grupa osób. One idą na dworzec lokalnej kolei. Zauważam pub, mam jeszcze trochę pieniądze , wchodzę. Gwar, rozmowy , śmiechy , telebimy z rozgrywkami , w piłkę nożną i w rugby. Jest ciepło , bezpiecznie , po ludzku. Starszy gość mnie zagaduje , mówię że jestem : from Poland. Dużo akcentów marynarskich ; dwadzieścia kilometrów od Ultimy jest Ultima Port , inne miasto obok portu i terminalu dla ropy i gazu. Przez setki lat miasto żyło z polowań na wieloryby i transportu statkami niewolników dla Anglików i Amerykanów , przewożenia chińczyków do pracy przy budowie kolei w obu Amerykach i szmuglu broni dla wszystkich , kto zapłacił. Teraz są bogaci , nobliwi i bardzo kulturalni . W sąsiednim Thule ( starej stolicy prowincji z ogromnym upiornym czarnym zamkiem ) fundują festiwal sztuk , jakiego nie ma nikt na świecie.

khpgm 13/05/2009 08:42:44 [Powrót] Komentuj